Alkohol: Depresant czy "antydepresant"? Obalamy mit kieliszka na poprawę humoru
- wkrupa015
- 12 sty
- 2 minut(y) czytania
Podczas sesji często słyszę zdania: "Musiałem się napić, żeby się rozluźnić", "Jeden drink pomaga mi zapomnieć o stresie w pracy", "Bez alkoholu jestem ciągle spięty i smutny". To powszechne przekonanie – że alkohol działa jak lekarstwo na smutek i lęk.
Jednak z perspektywy neurobiologii i psychologii prawda jest zupełnie inna. Czy alkohol to antydepresant? Zdecydowanie nie. Alkohol to potężny depresant.
Dlaczego mylimy te pojęcia?
To nieporozumienie wynika z początkowej fazy działania alkoholu. W małych dawkach etanol działa na nasz mózg euforycznie. Blokuje ośrodki kontroli, co sprawia, że czujemy się pewniejsi siebie, bardziej rozmowni i – na chwilę – zapominamy o problemach. Następuje wyrzut dopaminy (hormonu nagrody) i endorfin.
To właśnie ten moment nazywamy "fazą miodowego miesiąca" z alkoholem. Wydaje nam się, że znaleźliśmy idealny sposób na radzenie sobie z trudnymi emocjami. Niestety, ten stan jest bardzo nietrwały i złudny.
Biologiczna pułapka: Jak alkohol działa na układ nerwowy?
Medycznie alkohol jest klasyfikowany jako substancja depresyjna (z ang. depressant), co oznacza, że spowalnia i hamuje działanie ośrodkowego układu nerwowego.
Zaburza równowagę neuroprzekaźników: Choć początkowo podnosi poziom dopaminy, regularne picie drastycznie obniża poziom serotoniny – kluczowego hormonu odpowiedzialnego za stabilny nastrój i poczucie spokoju.
Potęguje lęk: Po ustąpieniu początkowego rozluźnienia następuje tzw. "efekt z odbicia" (ang. rebound effect). Układ nerwowy, który był sztucznie wyhamowany przez alkohol, staje się nadreaktywny. Objawia się to zwiększonym niepokojem, drażliwością i lękiem następnego dnia.
Zakłóca sen: Alkohol pomaga szybciej zasnąć, ale niszczy architekturę snu (szczególnie fazę REM). Sen po alkoholu nie regeneruje, co prowadzi do chronicznego zmęczenia, a zmęczenie – do obniżenia nastroju. To błędne koło.
Alkohol a depresja – związek dwukierunkowy
Relacja między piciem a depresją jest skomplikowana i często działa w obie strony:
Picie jako skutek: Osoby zmagające się z obniżonym nastrojem sięgają po alkohol, by poczuć ulgę (samoleczenie).
Picie jako przyczyna: Regularne spożywanie alkoholu może wywołać epizody depresyjne nawet u osób, które wcześniej nie miały takich problemów.
Badania pokazują, że ryzyko samobójstwa u osób uzależnionych od alkoholu jest wielokrotnie wyższe niż w populacji ogólnej. Alkohol zdejmuje hamulce, co w połączeniu z obniżonym nastrojem może prowadzić do tragicznych decyzji impulsywnych.
Co zamiast "drinka na smutki"?
Jeśli zauważasz, że sięgasz po alkohol, by radzić sobie z emocjami, stresem czy smutkiem, warto zatrzymać się i poszukać zdrowszych strategii regulacji emocji. Psychoterapia oferuje narzędzia, które działają długofalowo, nie niszcząc przy tym organizmu:
Nauka rozpoznawania emocji: Zrozumienie, co naprawdę czujesz, zamiast zagłuszania tego.
Techniki relaksacyjne: Trening autogenny Schultza, mindfulness czy praca z oddechem.
Budowanie zasobów: Wzmacnianie poczucia własnej wartości bez zewnętrznych "wspomagaczy".
Podsumowanie
Alkohol to fałszywy przyjaciel. Choć na chwilę zakłada maskę "antydepresantu", w rzeczywistości jest depresantem, który "kradnie szczęście z jutra". Jeśli czujesz, że smutek, lęk lub pustka dominują w Twoim życiu, a alkohol wydaje się jedynym ratunkiem – zapraszam do kontaktu. W bezpiecznej przestrzeni gabinetu poszukamy prawdziwych źródeł ulgi i spokoju.







Komentarze