"Nowy Rok, Nowe Ja"? Dlaczego w tym roku warto odpuścić i... zostać sobą
- wkrupa015
- 5 sty
- 2 minut(y) czytania
Wystarczy otworzyć media społecznościowe w pierwszych dniach stycznia, by poczuć ten ciężar. Wszędzie widzimy hasła o "czystej karcie", detoksach, maratonach i rewolucjach w życiu osobistym. Presja, by wraz ze zmianą daty w kalendarzu stać się nową, lepszą wersją siebie, jest ogromna.
A gdyby tak w tym roku podejść do tego inaczej? Gdyby zamiast dodawać sobie zadań, zdjąć z barków nieco ciężaru?
Jako psychoterapeuta często obserwuję w gabinecie tzw. „styczniowy syndrom”. To moment, w którym naturalna chęć zmiany zderza się z brutalną rzeczywistością, rodząc frustrację i poczucie winy. Dziś chcę Ci powiedzieć, dlaczego nie musisz zmieniać wszystkiego od 1 stycznia i dlaczego odpuszczanie to jedna z najtrudniejszych, ale i najzdrowszych umiejętności.
Dlaczego rewolucje rzadko się udają?
Z biologicznego i psychologicznego punktu widzenia, styczeń to jeden z najgorszych momentów na rewolucję. Jest zimno, ciemno, a nasze organizmy po intensywnym okresie świątecznym domagają się regeneracji, a nie drakońskiego rygoru.
Kiedy narzucamy sobie zbyt wiele zmian naraz – dietę, siłownię, naukę języka i wstawanie o 5 rano – wpadamy w pułapkę "wszystko albo nic". Nasza siła woli to zasób wyczerpywalny. Gdy próbujemy zmienić całe życie w tydzień, szybko doprowadzamy do wyczerpania zasobów psychoenergetycznych.
W efekcie, przy pierwszym potknięciu (opuszczony trening, gorszy dzień), pojawia się myśl: „Znów mi nie wyszło, jestem beznadziejny”. To prosty mechanizm samosabotażu, który kończy się porzuceniem wszelkich starań jeszcze przed końcem miesiąca.
Pułapka „naprawiania siebie”
Warto zadać sobie pytanie: Z jakiego miejsca biorą się moje postanowienia?
Czy wynikają z troski o siebie i chęci rozwoju? Czy może z głębokiego przekonania, że „taki, jaki jestem teraz, jestem niewystarczający”?
Wiele postanowień noworocznych to zakamuflowana forma autoagresji. Próbujemy się „naprawić”, jakbyśmy byli zepsutym przedmiotem. Tymczasem w psychoterapii wiemy, że trwała zmiana nie wyrasta z nienawiści do siebie czy wstydu, ale z akceptacji. Paradoksalnie – dopiero gdy zaakceptujemy to, kim jesteśmy tu i teraz, ze wszystkimi naszymi wadami, otwieramy przestrzeń na realną zmianę.
Co zamiast listy postanowień?
Jeśli czujesz presję otoczenia, ale w głębi duszy wiesz, że nie masz siły na wielkie zrywy, mam dla Ciebie propozycję alternatywną. Zamiast rewolucji, postaw na łagodność.
Zamień cele na intencje. Zamiast sztywnej listy zadań do odhaczenia, wybierz jedno słowo, które będzie Ci towarzyszyć. Może to być „Spokój”, „Odpoczynek”, „Uważność” albo „Wyrozumiałość”. Niech to słowo będzie kompasem przy podejmowaniu codziennych, małych decyzji.
Metoda małych kroków. Jeśli chcesz coś zmienić, zrób to tak, by Twój układ nerwowy nie poczuł zagrożenia. Chcesz się więcej ruszać? Zacznij od spaceru raz w tygodniu, a nie codziennego biegania. Sukces w małej rzeczy buduje poczucie sprawczości skuteczniej niż porażka w wielkiej.
Daj sobie czas na obserwację. Nie musisz startować z bloków startowych 1 stycznia. Potraktuj ten miesiąc jako czas na zadawanie pytań: „Czego mi teraz brakuje?”, „Co mi służy, a co mnie męczy?”.
Odpuszczanie to akt odwagi
Rezygnacja z wyścigu o "idealne życie" w świecie, który gloryfikuje produktywność, jest aktem odwagi. To dbanie o swoje granice i zdrowie psychiczne.
W tym roku życzę Ci nie „nowego Ty”, ale więcej życzliwości dla tego „Ty”, które już istnieje. Jesteś wystarczający/a.







Komentarze