"Przecież radzę sobie sam" – pułapka bycia silnym i dlaczego warto czasem odpuścić.
- wkrupa015
- 16 gru 2025
- 2 minut(y) czytania
Wstęp: Syndrom "Inni mają gorzej"
Ile razy w ciągu ostatniego roku pomyślałeś/aś: "W sumie nie jest ze mną tak źle. Ludzie mają prawdziwe problemy – choroby, bankructwa, rozwody. A ja? Ja mam tylko trochę stresu i gorszy nastrój"?
To jedno z najczęstszych kłamstw, jakie serwujemy samym sobie. Żyjemy w przekonaniu, że gabinet terapeuty to miejsce zarezerwowane dla sytuacji skrajnych. Że to "ostateczność", jak wezwanie karetki. Tymczasem terapia w XXI wieku to nie tylko ratunek w kryzysie. To higiena psychiczna. To narzędzie, które pozwala nie tylko przetrwać, ale zacząć naprawdę żyć. Przypomniało mi się, jak to dekady temu chodziło się do np. do stomatologa tylko wtedy gdy bolał ząb. Ewentualnie uzupełnić uszczerbek lub braki w uzębieniu. Dzisiaj sytuacja wygląda zgoła odmiennie. Do stomatologa chodzimy na sprawdzenie, nawet gdy nic nie boli, a usługi dentystyczne to już cały przemysł. Dzięki temu mamy pięlne uśmiechy i zdrowe zęby.
Dlaczego czekamy, aż zaboli?
Wyobraź sobie, że jeździsz samochodem. Czy czekasz z wymianą oleju do momentu, aż silnik eksploduje na środku autostrady? Raczej nie. Robisz przeglądy, żeby auto działało sprawnie i bezpiecznie.
Dlaczego więc swoją psychikę traktujemy inaczej? Często ignorujemy "kontrolki ostrzegawcze":
problemy ze snem,
chroniczne zmęczenie, mimo odpoczynku,
wybuchy złości o błahostki,
poczucie pustki, mimo sukcesów zawodowych.
Mówimy sobie: "To minie", "Wyśpię się w weekend", "Muszę tylko bardziej się postarać". Ale emocje upchane pod dywan nie znikają. One tam rosną, by w najmniej oczekiwanym momencie sprawić, że potkniemy się o własny dywan. Klasyczna ''pułapka bycia silnym".
Terapia to nie warsztat naprawczy. To uniwersytet o Tobie.
Warto zmienić perspektywę. Spotkanie z terapeutą nie musi oznaczać, że jesteś "zepsuty" i trzeba Cię "naprawić".
Pomyśl o terapii jak o spotkaniu z ekspertem od map, kiedy Ty zgubiłeś się w lesie. Ty nadal kierujesz i idziesz własnych siłach, ale ktoś pomaga Ci zrozumieć teren, dostrzec ścieżki, których nie widziałeś, i ominąć bagna, w które wpadasz od lat (np. wchodząc wciąż w te same toksyczne relacje lub biorąc na siebie za dużo obowiązków).
Co zyskujesz, idąc na terapię, gdy "nie jest aż tak źle"?
Instrukcję obsługi własnych emocji. Zrozumiesz, dlaczego reagujesz w określony sposób i jak nie dawać się porywać nerwom czy lękowi.
Lepsze relacje. Kiedy rozumiesz siebie, łatwiej dogadać się z partnerem, dziećmi czy szefem.
Koniec z auto-sabotażem. Dowiesz się, dlaczego sam podkładasz sobie nogę, gdy jesteś blisko celu – i jak przestać to robić.
Ulgę. To niesamowite uczucie móc zrzucić plecak pełen kamieni w bezpiecznym miejscu, gdzie nikt Cię nie ocenia.
Nie musisz być herosem
Współczesny świat wymaga od nas bycia niezniszczalnymi. Ale siła nie polega na zaciskaniu zębów, dopóki się nie skruszą. Prawdziwa siła i dojrzałość to moment, w którym mówisz: "Chcę, żeby żyło mi się lżej" i sięgasz po wsparcie.
Jeśli czujesz, że w Twoim życiu coś uwiera – jak kamyk w bucie – nie czekaj, aż zrobi się z tego rana. Umów się na konsultację. To może być najciekawsza rozmowa w Twoim życiu. Rozmowa o Tobie.







Komentarze